Co roku w Siepli Wielkiej koło Końskich organizowanyy jest mBank eXtreme - impreza lącząca miłośników chodu, biegów przełajowych, rowerów górskich i szosowych.
Dowiedziałem się o niej od byłego zawodnika Rometu Bydgoszcz (jesli dobrze pamięam) spotkanego w lipcu 2004, i z nim wziąłem udział w tym maratonie.
Na starcie stawiło się ponad 100 osób.
Do przejechania było ponad 160km po pagórkowatych okolicach gór świętokrzyskich.
Na mecie, na każdego kto przejedzie ten dystans, czekał pamiątkowy medal i wieczorne ognisko kiełbaskami...
Ani jedno, ani drugie nie było mi dane - na 59. kilometrze wykręciła mi się śruba trzymająca kółko w przerzutce, przez co wypadło i nie udało nam się go odnaleźć.
Nie chcąc zatrzymywać dłużej kolegi, wycofałem się.
Pół godziny później rower był sprawny, a ja obok kierowcy jechałem samochodem do domu.
Mogłem wrócić na trasę, ale sam nie dałbym sobie rady z pozostałym dystansem, a podwożenie samochodem sprzeczne jest z duchem fairplay.
Jak się potem okazało, była to przedostatnia edycja imprezy. Niestety nie dane mi było wystartować ponownie i wymazać plamy na kolarskim honorze.
To były pierwsze zawody w jakich wziąłem udział, a jak dotąd także jedyne, pewnie ze względu na ich pechowe zakończenie :(
Czasufkę Sprosa opisaną poniżej można uznać za start, ale nie była to oficjalna impreza. Z nadzieją patrzę w sezon 2010, który mam nadzieję przyniesie niejeden start :)
Łask 2007
14/18.08.2007
128,51/123,22 km
262/353 m
5h 04min / 4h 11min
25,3/29,4 km/h
Dojazd
Ten wyjazd od początku był niepewny i ryzykowny.
Wszystko zależne było od pogody i tego, co mogę zmieścić w plecaku.
Wyjazd opóźnił się o 2h do 11.00, ale słońce świeciło i wszystko zapowiadało się dobrze.
Oprócz wiatru z zachodu...
Dwa lata wcześniej przejechałem podobną trasę (opisana poniżej) pod silny wiatr, więc wiedziałem, że mimo płaskiej trasy będzie ona trudna do przejechania.
Zwłaszcza, że tym razem jechałem z kilkukilogramowym plecakiem, w którym wiozłem cieplą bluzkę, ubranie do chodzenia, buty, aparat z lampą i sporo mniejszych rzeczy.
Z Przysuchy wyruszyłem za bratem Pawłem, ale wiatr okazał się lekko północny, przez co niewiele pomagało chowanie sie za prowadzącym.
Za Opocznem, walcząc już samotnie, skręciłem ku północy bezpośrednio pod wiatr.
W Tomaszowie zrobiłem dłuższy postój na posiłek połączony ze zwiedzaniem centrum.
Zeszło mi na to ponad 1,5h, ale w końcu zebrałem się i ruszyłem dalej.
Z Tomaszowa do Rokicin męczylem się już nie tylko z czołowym wiatrem, ale i z dużym ruchem oraz dziurawym asfaltem.
Te dwa dodatkowe czynniki przekonały mnie, że ta trasa dojazdu do Łasku wcale nie jest lepsza, niż jazda przez Piotrków Trybunalski (gdzie między nim a Sulejowem jest dość spory ruch).
Przed Rokicinami spotkałem się z Amadeuszem (kolegą z Łasku), ponadto niewiele dalej trasa skręciła w kierunku zachodnim, dzięki czemu wiatr nieco mniej przeszkadzał.
W Rzgowie, gdy przecinaliśmy krajową jedynkę, wiatr już praktycznie nie wpływał na jazdę.
Kolejny postój zaliczyliśmy w Pabianicach u babci Amadeusza i pod naszym starym liceum.
Mimo, że już byliśmy tak blisko, przygody jeszcze nas czekały.
Na kilka kilometrów przed końcem Amadeusz złapał gumę w swej nowej kolarce i ostatnie kilometry jechałem sam, już bez plecaka na szczęście, który pojechał samochodem z Amadeem.
Słońce już zachodziło, gdy ostatecznie zsiadłem z siodełka. Wyczerpany, ale zadowolony - ten etap był najdłuższym jaki przejechałem.
Powrót
Taką samą trasę (z dokładnością do objazdu ul.Sulejowskiej w Piotrkowie w 2007 oraz jazdy po Łasku) pokonałem w 2005 roku, tyle że w przeciwną stronę.
Wyjechałem z Przysuchy i po 5h jazdy pod mocny wiatr (jakieś 20m/s), ze średnią 24 km/h, byłem na osiedlu wojskowym w Łasku. Od Wadlewa jechałem za Amadeuszem (na góralku).
Tym razem miał być to powrót do Przysuchy.
Z Amadeuszem wyjechaliśmy z Kolumny, aby na Przylesiu połączyć się z Bartkiem i tak we trzech dojechaliśmy do Wadlewa.
Tu nasz dzielny góral zawrócił do domu, a my z Amadeuszem pomknęliśmy dalej do Piotrkowa, gdzie i on zawrócił.
Do tej pory (47.km), dzięki pracy dwóch kolegów, średnia predkość stała na poziomie 30 km/h.
Już samotnie, przejechałem przez Piotrków, gdzie ul.Sulejowska była zamknięta z powodu remontu (w końcu) i musiałem zahaczyć o nową obwodnicę.
W Sulejowie posiliłem się batonikiem i przy sprzyjającym wietrze nie zatrzymywałem sie aż do Opoczna (95.km), gdzie średnia spadła do 29,7 km/h.
Tutaj skończyło mi sie picie, przez co zatrzymałem sie w celu uzupełnienia.
To była zła decyzja. Następne dwa kilometry okazały się męczarnią.
Mięśnie za bardzo się rozluźniły podczas postoju i straciłem rytm jazdy.
Musiałem zatrzymać się w Mroczkowie na dłuższy odpoczynek.
Niestety nie pomogło to za wiele i na ostatnich 25km średnia spadła do końcowych 29,4 km/h.
Mimo to jestem zadowolony, gdyż nie spodziewałem się aż takiej średniej.
Wiele z niej wypracował sprzyjający wiatr w plecy, ale gdyby nie moi dwaj koledzy, średnia byłaby o wiele niższa.
Przełęcz Krowiarki
24.08.2007
45,42 km
686 m
1h 56min
23,3 km/h
Najwyższa w Polsce przełęcz otwarta dla ruchu samochodowego, zwana oficjalnie Przełęczą Lipnicką.
Położona na wysokości 1010 m n.p.m. (968,1018, różne źródła różne dane) u stóp Babiej Góry na drodze wojewódzkiej 957, która łączy Białkę (DK28) z Jabłonką (DK7,E77).
Podjazd od strony Jabłonki jest lżejszy, ale od strony Białki to już spora górka.
Oba podjazdy sa rzetelnie opisane TU oraz TU.
O tej trasie usłyszałem podczas transmisji z Tour De France i postawiłem sobie za cel pokonać ten podjazd.
Niespełna półtorej miesiąca później udało się go zrealizować.
Po doświadczeniach z Kopcem Kościuszki (najtwardszy w okolicy podjazd) wiedziałem, że z najlżejszym przełożeniem 39/21 mogę mieć trudności na końcowym odcinku podjazdu.
Mimo spokojnego początku, za Zawoją zacząłem się męczyć i przed serpentyną musiałem się zatrzymać, przez co podjazd uważam za niezaliczony.
Przekonało mnie to o konieczności zmiany kasety na lżejszą do jazdy po górach.
Na przełęczy pojawiłem się po godzinie i dwudziestu minutach jazdy ze średnia prędkościa 21 km/h.
Zakopane - Rogoźnik
25.08.2007
77,34 km
733 m
3h 14min
23,9 km/h
Następnego dnia po przejechaniu Przełęczy Krowiarki poranek w Zakopanem był chłodny i zanosiło sie na deszcz.
Niepewna pogoda wykluczała jazdę, więc wybrałem się na Gubałówkę.
Podchodziłem wzdłuż toru kolejki linowiej, co w drugiej połowie ozdnaczone jest jako szlak czarny, przez 27min z tętnem niewiele mniejszym niż podczas jazdy rowerem.
Po południu wyszło piękne słońce, więc zdecydowałem się na wyjazd.
Wrzuciłem aparat, zapas napoju oraz dętkę w plecak i około piętnastej ruszyłem.
Najpierw 120m wspinaczki w kierunki Nędzówki (950m n.p.m.), potem długi i przyjemy zjazd do Czarnego Dunajca (280m niżej) oraz dalej do Rogoźnika (615m n.p.m.).
Tam miałem dłuższy postój i rozpocząłem powrót po górę.
Robiło sie późno, a ja miałem już wczorajszą przełęcz i poranną Gubałówkę w nogach.
Gdy dotarłem do Nowego Bystrego (830m n.p.m.), słońce zachodziło.
Pozdjazd 140m o średnim nachyleniu 8,2% musiałem rozłożyć na kilka etapów rozdzielonych robieniem zdjęć.
Pozdjazd 110m pod Gubałówkę (1120m n.p.m.) męczyłem już prawie po ciemku.
Na skrzyżowaniu pod Butowowym Wierchem znalazłem się najwyżej na trasie (1130m n.p.m. - wyżej mój rower jeszcze nie był) i stąd zaczął się 170m zjazd w blasku księżyca.
Cały zjazd odbył się z rękami na obu hamulcach na wpół wciśniętych i oczami wpatrzonymi w nieznany asfalt przedemną.
Reszta zjazdu z Kościeliska do Zakopanego była już w świetle lamp sodowych.
Godzinkę po powrocie byłem już pod Wielką Krokwią, gdzie Adaś oddał dwa równe skoki i wygral zawody letniego grand prix.
Ojców
29.09.2007
51,32 km
ok. 380 m
1h 53min
27,3 km/h
Trasa typowo trenignowa dla mieszkańców Krakowa.
Posiada możliwość kilku modyfikacji w celu utrudnienia lub umilenia jazdy.
Podstawowa wersja posiada dwa 110 metrowe podjazdy.
Pierwszy zaczyna się z Januszowicach.
Potem aż do Skały teren jest pofałdowany.
Z tej miejscowości zjeżdza się w Dolinę Prądnika i przez Ojców dociera sie pod Bramę Krakowską.
Tutaj zaczyna się drugi długi pojazd - trzeba wyjechać z doliny i z parku drogą zamknięta dla ruchu samochodowego.
Mimo to spotykałem tam samochody, więc nie należy zbytnio szlaleć, zwłaszcza że asfalt nie jest idealny.
Potem pozostaje nam długi zjazd (200m) do Krakowa dość ruchliwą, ale szeroką drogą 94.
Najprostszą modyfikacją trasy jest skręcenie, po zjeździe ze Skały, w stronę Pieskowej Skały.
Dorzucając 10km możemy zobaczyć Maczugę Herkulesa i Zamek w Pieskowej Skale.
Inna modyfikacją jest dołożenie podjazdów w Węgrzcach i Michałowicach, przedstawione na drugiej mapce.
Dodatkowo na trasie jest malownicza serpentyna przed Michałowicami na drodze krajowej nr 7, którą jedziemy przez kilka kilometrów.
Droga dość ruchliwa, ale w większości ma asfaltowe pobocza.
Krynica 2009
01.05.2009
71,06 km
904 m
2h 33min
27,8 km/h
W "długi" weekend nadarzyła się okazja do wyjazdu w okolice Krynicy, z czego chętnie skorzystałem. W planach było głównie przejechanie się kilka razy po pętli piątego etapu 66. Tour de Pologne, a następnie zjechanie w kierunku Starego Sącza. "Wóz techniczny" opuściłem w Krzyżowce, aby zjechać w kierunku Krynicy Zdrój (po 4,4km średnia 46km/h była niezapomnianym widokiem) a następnie rozpocząc pierwszy podjazd. Od strony Krynicy okazał sie bardzo przyjemny - równy, bez sztywnych odcinków, ale miejscami leżał naniesiony żwir. Po zjeździe skierowałem się dalej trasą pętli i tu spotkało mnie rozczarowanie - na drodze krajowej stan asfaltu był tragiczny. Na szczęście w Mochnaczce Niżnej wjechałem na świeży dywanik. Po drodze do Krzyżowek przejechałem jeden sztywny podjeździk, ale na tej połowie pętli przeszkodą okazał się wiatr, który bardzo silnie wiał z północnego wschodu. Po zamknięciu pętli licznik wskazywał 56 minut. Dosyć wolno, no ale ten wiatr :) Aby urozmaicić drugą pętlę, po ponownym przejechaniu z Krynicy do Tylicza, skręciłem w stronę granicy polsko-słowackiej, gdzie pięknie było widać różnicę w jakości dróg wo bu państwach. Po telefonie okazało sie, że "dyrektorzy" grupy znudzili się zwiedzaniem Krynicy, w związku z czym zrezygnowałem z kontynuowania jazdy po pętli, tylko z Tylicza pojechałem prosto do Krynicy. Jak się okazało, od tej strony podjazd jest bardziej wymagający, gdyż posiada sztywniejsze odcinki w drugiej połowie. Jazdę zakończył prawie dwudziestokilometrowy zjazd. 3 miesiące później do Krynicy zawitał TDP, ale okazało się, że pętla jest okrojona do 13km (zamieszczona mapa).
IV Czasufka Sprosa
04.10.2009
21,06 km
ok. 140 m
43:41
28,95 km/h
Pojechałem bez nadziei na dobry wynik, gdyż już w sierpniu brakowało mi formy. Ponadto trasa nie należy do moich ulubionych - podjazd na wstępie nie bardzo mi się podoba. Mimo to entuzjastycznie podchodziłem do startu - w końcu 5 lat już się nie ścigałem. W planach było zejście poniżej 45 minut, aby przynajmniej nie być ostatnim (rok wcześniej ostatni zawodnik ukończył z czasem 51 minut). Rozpocząłem skopojnie, z tętnem 160-170. Jeszcze przed końcem podjazdu wyprzedził mnie pierwszy zawodnik (start co minuta). W pierwszej wiosce ujawnił się największy przeciwnik tego dnia - wiatr 35km/h. Pierwszy podmuch po wyjechaniu zza zasłony budynków prawie mnie wywrócił, przez co potem musiałem jechac niezwykle ostrożnie (pierwszy raz jeździłem przy tak silnym wietrze). W drugiej części trasy wiatr wiał idealnie z boku, przez co spychał na środek drogi, aż mi się włos na głowie jeżył, czy mnie jakiś samochód z tyłu nie przejedzie. Tu już przestałem uważać na tętno i jechałem ostro, ale równo. Spokojniej zrobiło się w ostatniej części, gdy trasa wiodła malowniczą Doliną Prądnika. Tutaj wyprzedziłem zawodnika, który wystartował przede mną (kilka kilometrów dalej zszedł z trasy), a mnie wyprzedziło już ośmiu. Ostatnim był dziadunio, którego łydek pozazdrościł by nie jeden kulturysta. Sprintem na metę obroniłem sie przez kolejnym wyprzedzeniem, ale jak się okazało i tak byłem ostatni... Średnie tętno 173 przez 44 minuty nie wystarczyło... Tym razem przyjechali sami najlepsi w Krakowie. Ale za rok bardziej sie postaram i nie będę na końcu :)
* odległości w nagłówku pochodzą z licznika i różnią się od długości trasy w pliku KML (prezentowana w nim trasa nie uwzględnia kręcenia kółek itp.)
** aby obejrzeć na mapie dane o trasie lub pobrać plik KML należy kliknąć w którymś jej punkcie
Rower
Od sezonu 2003, kiedy to zaczęła się moja przygoda z kolarstwem, jeżdzę na rowerze Giant OCR7.
Model ten posiada charakterystyczną aluminiową ramę z trójkatnymi rurami (górną i dolną) oraz prosty widelec.
Osprzęt to grupa Shimano Sora, ale w 2007 roku po dokładnym rozłożeniu roweru po sezonie upewniłem się, że tylko przerzutki+zębatki+łańcuch+klamkomanetki są Shimanowskie.
Początkowo jeździłem w noskach, ale po paru spotkaniach z innymi kolarzami zdecydowałem się na zakup pedałów z zatrzaskami.
Jako że było to moje pierwsze takie pedały, sprzedawca doradził mi typ Shimano SPD.
Są to dwustronne pedaly dedykowane MTB. Są nieco cięższe, ale też dużo tańsze.
Obecnie (2008 rok) pedały Shimano PD-M505 to koszt około 60zł przy wadze 380g, natomiast Shimano PD-7810 (SPD-SL, grupa Dura-Ace) to ponad 450zł przy 275g.
Ale dla mnie ważniejsza jest wygoda pedałów dwustronnych - w większości przypadków wpinam buty nie patrząc nawet na pedały, podczas gdy w pedałach jednostronnych było by to utrudnione.
Po tych kilku latach jeżdzenia w nich, nigdy bym nie wrócił do nosków. Wiele razy już się zdarzyło, że po utracie stabilności instynktownie wystawiałem nogę w bok, a but sam się wypinał.
W noskach należy pamiętać, aby wyciągnąć but do tyłu, co nie jest naturalną reakcją na upadek. Poza tym nosek bez włożonego buta ustawia się w stronę asfaltu i obciera.
W czasie sezonu 2007 wymieniłem w nim środek supportu na Shimanowski na łożyskach maszynowych.
Łożyska takie sa bardzo wygodne (łatwy montaż, nie wymagają regularnego smarowania), ale jak na razie w większości są też bardzo drogie.
Kółeczka do przerzutki na takich łożyskach to koszt dwudziestu paru złotych za szt.
Opony
Po sezonie 2007 rower przeszedł spory remont. Wyczyszczenie i nasmarowanie wszystkich elementów, wymiana konusów w osiach, regulacja osprzętu, wymiana klocków hamulcowym (na aluminowe z wymiennymi okładkami).
Ale ważnymi zmianami była wymiana bardziej zużytej opony (Cheng Shin Tyre), która wytrzymała na tylnym kole ponad 9500 km, na kewlarową Vittoria Zafiro Pro (założoną na przód).
Opona kewlarowa charakteryzuje się giętkością, gdy jest nienapompowana, dzięki czemu może być przechowywania w pudełku 20x10x10cm.
Jest także nieco lżejsza od opony drutowej.
Pierwsze założenie takiej opony jest ciekawym doświadczeniem, gdyż opona po rozłożeniu jest płaska.
2009.05.12
Niestety opona na tylnym kole wytrzymała tylko 4000km (w stosunku do chińskiej opony za pare złotych która przejechała 12000km). Pare dni temu zauważyłem wystający materiał spod zdartego bieżnika, prawdopodobnie zniszczonego przez hamowanie z blokowaniem koła które spowodowało miejscowe spłaszczenie bieżnika i postępujące ścieranie. Dwa przejazdy później przetarcie doszło do dętki i przediurawiło ją, a powietrze uszło gwałtownie. Wnioski - opony lepszej jakości, mogące wytrzymać ciśnienie 7-10 atm., należy wymieniać zaraz po zauważeniu miejscowego wytarcia bieżnika. Przy mniejszych ciśnieniach opona styka się większą powierzchnią z asfaltem, przez co wycieranie nie jest aż tak punktowe, dzięki czemu da się przejechać na niej jeszcze kilkaset km (sprawdzone na chińskiej poprzedniczce).
Ubranie
W dzisiejszych czasach dużego ruchu ulicznego i dziurawych dróg, najważniejszą częścią garderoby kolarza jest... kask.
Nowoczesne kaski są lekkie, wygodne i bezpieczne, dlatego nie warto oszczędzać na nich.
Mój kask wykonany jest z lekkiej styropianowej skorupy ochronnej oraz powłoki zewnętrznej z tworzywa sztucznego, zapewniającej wytrzymałość.
Posiada wokół umocowane na rzepy poduszki, dzięku którym twarda część kasku nie dotyka skóry. Można je odczepić i wyprać.
Z tyłu kasku jest regulacja rozmiaru - po założeniu kasku zaciska się go tak, aby kask trzymał się głowy.
Dodatkowo kask przytrzymywany jest paskiem podbródkowym, także posiadającym poduszkę.
Ostatnią cechą sa otwory wentylacyjne - ułatwiają przepływ powietrza chłodzący głowę.
Jeżdzę w nim od sezonu 2004.
Jest bardzo wygodny, trzyma sie nawet bez zaciągnięcia tylnego regulatora.
Ten regulator jest jednak słabym punktem, gdyż po kilkuset zaciągnięciach, plastikowa wkładka w pasku mocującym go do kasku ułamała się i trzyma się tylko na materiale.
Na szczęście nie miał jeszcze szansy być przetestowany w akcji.
Drugim ważnym elementem są spodenki kolarskie.
Najważniejsza w nich jest popularnie zwana "pielucha", czyli poduszka w kształcie siodełka.
Jest ona nie tylko po to, aby było nam wygodniej (chroni zwłaszcza prostatę przed nadmiernym uciskiem), ale jest też wykonana z materiału antybakteryjnego.
Odpowiedni kształt i szwy zapobiegają obtarciom i nadają opływowy kształt.
Kolejnym elementem jest koszulka.
Wykonana ze specjalnego materiału odprowadzającego pot zapewnia odpowiednia wentylację.
Odpowiedni krój dopasowuje sie do kształtu ciała nadając opływowy kształ, jednocześnie przedłużony tył chroni dół pleców kolarza.
Wiekszość ma też trzy kieszonki z tyłu, w których bezpiecznie można włożyć komórkę, mp3player czy batonik.
Pod nią należy zakładać potówkę, pozwalającą na szybsze odprowadzanie potu od ciała.
Jeżeli chcemy jeździć przy mniejszych temperaturach, należy wyposażyć się w bluzę.
Ma długi rękaw i wykonana jest z grubszego materiału.
Posiada suwak na całej długości, który bardzo ułatwia zakładanie.
Tak jak koszulka, ma także trzy kieszonki z tyłu.
Używam jej przy temperaturach około 20 stopni.
Przy niższych temperaturach zkładam pod nią golf i dodatkowe potówki.
Inne
Warto tu wymienić plecak, który kupiłem w 2007 roku specjalnie na wyjazd do Łasku.
Z braku czasu i możliwości, wybierałem jak najtańszy i akurat trafil mi się pod kolor :)
W każdym razie ważne jest, że dobrze leży na plecach dzięki zapięciu wokół pasa.
Nawet przy chwycie dolnym, gdy plecy są prawie płasko, plecak nie przesuwa się.
Plecak jest wąski, dzięki czemu całkowicie chowa się za plecami i głową, wtapiająć sie w sylwetkę aerodynamiczną kolarza.
Dużą zaletą jest ładowność głównej przegrody, a także siateczkowa kieszonka boczna zakończona gumką.
Umieszczając w niej półlitrową butelkę, możemy nią bezproblemu manewrować podczas jazdy.
Ma jednak wady - jest nieco za wysoki.
Nie pozwala głowie z kaskiem na pełne manewrowanie, a zwłaszcza na pełne odchylenie głowy do tyłu przy chwycie dolnym.
Nie przeszkadza to, gdy plecak nie jest naładowany do pełna (szczyt jest luźny).
Drugą wadą są suwaki słabej jakości, przez co trudno sie nimi manewruje.